"Przepraszam, że dopuściłem do opublikowania kłamliwej sugestii, jakoby Jacek Żakowski przygotował wywiad ze Sławomirem Smołokowskim na zlecenie spółki J&S... "
Tak zaczynać mają się przeprosiny Piotra Gabryela, naczelnego tygodnika "Wprost".
Warszawski sąd okręgowy zakończył wczoraj jeden z najciekawszych procesów z dziennikarskiego podwórka. W 2004 r. w dwóch numerach tygodnika "Polityka" ukazał się wywiad Jacka Żakowskiego, publicysty, komentatora, jednego z najbardziej znanych dziennikarzy w Polsce, ze Sławomirem Smołokowskim, współwłaścicielem spółki J&S, głównego dostawcy ropy na polski rynek, opisywanej często w kontekście afery paliwowej, łącznie z sugestiami o jej powiązaniach z rosyjskimi służbami specjalnymi. Pierwszy wywiad w polskiej prasie.
Tygodnik "Wprost", gdzie pojawiło się wiele krytycznych wobec J&S artykułów, odpowiedział trzema notatkami. Sugerował w nich związki Żakowskiego z tą spółką i korzyści, jakie rzekomo miała z tej publikacji "Polityka" (chodziło o reklamy "Zwierciadła" - żona drugiego ze współwłaścicieli J&S była właścicielką tego czasopisma).
Żakowski odpowiedział tekstem "Śledztwo we własnej sprawie, czyli jak zostałem agentem". Wszystkie te publikacje zaowocowały procesami.
Na ostatniej rozprawie Żakowski, który pozwał "Wprost", mówił: - Setki osób pytało mnie, o co chodzi. Żartom nie było końca, ale nie są to żarty miłe. Te notatki zniekształciły mój wizerunek, podały w wątpliwość moją wiarygodność.
Wczoraj warszawski sąd okręgowy uznał, że notatki "Wprost" były zniesławiające i dla Żakowskiego, i dla redakcji "Polityki" (jej wydawca też ma zostać przeproszony).
Naczelny "Wprost" ma też zapłacić 10 tys. zł na fundację Polska Akcja Humanitarna i pokryć koszty procesu.
W uzasadnieniu sędzia Małgorzata Kuracka powiedziała, że "Wprost" na uzasadnienie swych tez żadnych dowodów nie przedstawiło. - Wywiad nie był laurką dla spółki, nie był kryptoreklamą - oceniła. Krytycznie oceniła warsztat dziennikarzy "Wprost".
Zdobyła się też na ogólną ocenę debaty publicznej, odnosząc się przede wszystkim, ale nie tylko, do dziennikarzy: - Miesza się z błotem autorytety, nie mając dowodów, własne słabości próbuje się nadrobić atakiem, by zwrócić uwagę na siebie - mówiła sędzia Kuracka.
Wyrok nie jest prawomocny. Pełnomocnik "Wprost" mec. Maciej Łuczak zapowiedział apelację. - Sąd odrzucił nasze wnioski o przesłuchanie Macieja Gorzelińskiego z firmy MDI, która odpowiadała za medialny wizerunek J&S [Żakowski nie krył, że to Gorzeliński pośredniczył w kontakcie ze Smołokowskim], biegłego prasoznawcy - tłumaczy mec. Łuczak.
I dodaje, że w sądzie toczy się proces „Wprost” przeciw „Polityce” za zdanie z tekstu Żakowskiego: „Są pisma takie jakie »Wprost «, które z kłamstwa oraz insynuacji zrobiły biznes i narzędzie załatwiania różnych porachunków”.
"Wprost" ma też pięć procesów z J&S, w których naftowa spółka domaga się odszkodowań sięgających 11 mln zł. - Pojawia się w tych procesach tekst Żakowskiego jako "kanoniczny", jak należy pisać o tej spółce - nie kryje uszczypliwości Łuczak.
Źródło: gazeta.pl